Strategia braku zabezpieczeń w misji siedemdziesięciu dwóch
Wielu z nas żyje w przekonaniu, że aby cokolwiek osiągnąć, musimy być perfekcyjnie przygotowani. Gromadzimy zasoby, ubezpieczamy się na każdą ewentualność, planujemy budżety i strategie. Tymczasem dzisiejsza Ewangelia, opisująca posłanie siedemdziesięciu dwóch uczniów, burzy ten porządek. Jezus nie wysyła komandosów uzbrojonych po zęby, ale ludzi, którym celowo odbiera narzędzia dające poczucie bezpieczeństwa. Nie mają mieć trzosa (pieniędzy), torby (zapasów) ani sandałów (wygody podróży). To nie jest błąd w zarządzaniu zasobami, lecz celowa metoda pedagogiczna.
Zauważyłem w życiu osobistym, że najbardziej owocne spotkania z drugim człowiekiem zdarzały się wtedy, gdy nie miałem gotowych odpowiedzi ani "rekwizytów". Kiedyś znajomy kapelan powiedział mi:
"idąc do szpitala jako kapelan, zapomniałem rytuału z modlitwami. Poczułem panikę. Okazało się jednak, że ten brak zmusił mnie do słuchania chorego i modlitwy prosto z serca, co przyniosło mu większą ulgę niż wyuczone formułki"
Ubóstwo środków sprawia, że przestajemy polegać na sobie, a zaczynamy na Bogu i drugim człowieku. Jezus chce, by uczniowie doświadczyli, że ich siłą nie jest to, co posiadają, ale To, kogo niosą.
Kontekst historyczny jest tu kluczowy. W starożytności podróżowali cynicy i wędrowni filozofowie, którzy również wyrzekali się dóbr, by manifestować swoją wolność. Jednak chrześcijańska "bezbronność" różni się od stoickiej autarkii (samowystarczalności). Uczeń Jezusa nie rezygnuje z sandałów, by pokazać, jak jest twardy, ale by stać się zależnym od gościnności. To buduje więź. Kiedy przyjmujesz od kogoś kubek wody lub nocleg, stajesz się "dłużnikiem" miłości, a to otwiera serce gospodarza na Ewangelię.
Częstym kontrargumentem, który słyszę, jest stwierdzenie: "Przecież mamy XXI wiek, nie możemy być naiwni, Kościół potrzebuje pieniędzy i mediów". To prawda, środki są potrzebne, ale nie mogą stać się fundamentem misji. Jeśli skuteczność ewangelizacji uzależniamy od budżetu parafii czy jakości sprzętu nagrywającego, a nie od mocy Ducha Świętego, to wpadamy w pułapkę korporacyjności. Jezus ostrzega: jeśli zabierzesz trzos, będziesz polegał na trzosie. Jeśli pójdziesz bez niego, będziesz musiał polegać na Ojcu.
Praktyczny wniosek dla nas? Spróbujmy czasem "zostawić sandały" w sferze mentalnej. Idąc na trudną rozmowę z szefem lub współmałżonkiem, nie układajmy w głowie dziesięciu scenariuszy obrony. Zaufajmy, że jeśli pójdziemy z nastawieniem pokoju, a nie walki, otrzymamy to, co niezbędne. Historia Kościoła zna mnóstwo przykładów takiego "szaleństwa". Św. Franciszek z Asyżu poszedł do sułtana bez broni podczas krucjaty. Nie nawrócił go w sensie teologicznym, ale ocalił pokój i szacunek, podczas gdy uzbrojone armie poniosły klęskę moralną i militarną.
| Model działania | Źródło bezpieczeństwa | Reakcja na trudności | Cel ostateczny |
|---|---|---|---|
| Model światowy | Pieniądze, wpływy, polisa | Walka, procesy sądowe | Dominacja, zysk |
| Model stoicki | Wewnętrzna dyscyplina | Obojętność, dystans | Spokój umysłu |
| Model Ewangeliczny | Opatrzność i Wspólnota | Błogosławienie, trwanie | Zbawienie, relacja |
Największym błędem w interpretacji tego fragmentu jest myślenie, że Jezus promuje nędzę. Nie, On promuje wolność od przywiązań. Jeśli twoje poczucie wartości zależy od stanu konta, jesteś niewolnikiem, a niewolnik nie może skutecznie głosić Królestwa Wolności. Jezus uczy nas, że "robotnik zasługuje na zapłatę" – czyli potrzeby zostaną zaspokojone, ale w trakcie misji, a nie przed nią.
Dynamika bycia owcą między wilkami i przekazywania pokoju
Słowa "posyłam was jak owce między wilki" brzmią jak wyrok. W naturze owca w starciu z wilkiem nie ma szans. Zostaje pożarta. Dlaczego więc Jezus, Dobry Pasterz, naraża swoje stado na taką dysproporcję sił? Odpowiedź leży w naturze Królestwa Bożego: zło zwycięża się tylko dobrem. Gdyby Jezus wysłał wilki przeciwko wilkom, mielibyśmy wojnę. Wysyłając owce, przerywa spiralę przemocy. To strategia skrajnie ryzykowna, ale jedyna, która może przemienić wilka (agresora) lub przynajmniej obnażyć jego zło w świetle prawdy.
Doświadczamy tego często w pracy czy w życiu sąsiedzkim. Gdy ktoś nas atakuje słownie, instynktownie chcemy "odgryźć się" (stać się wilkiem). Wtedy jednak wchodzimy w logikę przeciwnika. Jezus proponuje inną drogę: "Najpierw mówcie: Pokój temu domowi!". To nie jest zwykłe "dzień dobry". W języku semickim szalom oznacza pełnię dóbr, harmonię, uzdrowienie relacji. Uczniowie są nosicielami substancjalnego pokoju, który działa jak papierek lakmusowy. Jeśli trafisz na "człowieka pokoju", nastąpi rezonans. Jeśli nie – pokój "wróci do ciebie". Oznacza to, że nie tracisz swojej wewnętrznej harmonii nawet w obliczu odrzucenia.
Warto zwrócić uwagę na naukowy aspekt stresu i reakcji "walcz lub uciekaj". Nasz mózg w sytuacji zagrożenia (wilki) odcina logiczne myślenie. Jezusowa metoda to swego rodzaju duchowy trening "przekierowania" tej reakcji. Zamiast adrenaliny walki, uczeń ma uruchomić zasoby zaufania. To wymaga ogromnej dojrzałości. Nakaz "nie przechodźcie z domu do domu" ma też wymiar społeczny. Uczniowie nie mogą szukać lepszych warunków, wygodniejszego łóżka czy smaczniejszego jedzenia. Mają trwać tam, gdzie zostali przyjęci, budując głęboką relację, a nie uprawiać "turystykę ewangelizacyjną".
Istnieje jednak alternatywa, którą wielu wybiera: izolacja. Zamykamy się w naszych bezpiecznych, katolickich bańkach, by nie spotkać żadnego "wilka". To błąd. Jezus mówi: "Idźcie". Kościół, który nie wychodzi, umiera. Zgnilizna powstaje w wodzie stojącej, nie w płynącej rzece. "Wilki" – czyli ludzie wrogo nastawieni, cyniczni, poranieni – są właśnie tymi, do których "przybliżyło się Królestwo Boże". Często ich agresja jest tylko wołaniem o miłość, której nigdy nie zaznali.
- Decyzja wejścia: Wchodzisz w obce środowisko (praca, nowa szkoła) bez uprzedzeń.
- Test pokoju: Oferujesz życzliwość i otwartość, nie oczekując nic w zamian.
- Weryfikacja: Jeśli spotykasz mur – nie forsujesz go, ale też nie obrażasz się. Wycofujesz się z pokojem w sercu.
- Trwanie: Jeśli zostaniesz przyjęty, budujesz relację, "jedząc i pijąc" z nimi (dzieląc ich życie).
Wielkim nieporozumieniem jest traktowanie tego fragmentu jako wezwania do naiwności. "Oto ja was posyłam jak owce" łączy się w Ewangelii Mateusza z wezwaniem "bądźcie roztropni jak węże". Bycie owcą nie oznacza bycia głupim. Oznacza brak agresji, ale przy zachowaniu pełnej świadomości zagrożenia. To świadoma decyzja o nieużywaniu kłów, mimo że wilki są dookoła. To właśnie ta postawa – bezbronnej miłości – w pierwszych wiekach chrześcijaństwa rzuciła Imperium Rzymskie na kolana. Krew męczenników (owiec) stała się nasieniem chrześcijan, bo poganie nie potrafili zrozumieć, skąd w tych ludziach tyle pokoju w obliczu śmierci.
Co ja mogę zrobić?
Zastosowanie tej Ewangelii nie wymaga wyjazdu na misje do Afryki. Twoim "miastem" jest twoje biuro, szkoła twoich dzieci, a nawet internetowe forum.
- Zrób przegląd "trzosa": Zastanów się, co daje Ci fałszywe poczucie bezpieczeństwa i co sprawia, że boisz się otworzyć na innych. Może to być potrzeba kontroli, perfekcjonizm albo uzależnienie od opinii innych.
- Bądź nosicielem pokoju: Jutro rano, wchodząc do pracy lub kuchni, powiedz w duchu: "Pokój temu miejscu". Niech to ustawi Twoje nastawienie do ludzi, których spotkasz, zwłaszcza tych trudnych.
- Przyjmij gościnność: Pozwól innym zrobić coś dla Ciebie. Nie bądź zawsze tym, który daje i kontroluje. Pozwolenie komuś na pomoc to też forma ewangelizacji – dajesz mu szansę bycia dobrym.
A Wy co myślicie? Czy potrafilibyście dziś zaufać Bogu tak bardzo, by zrezygnować ze swoich "sandałów" i zabezpieczeń, czy jednak lęk przed "wilkami" paraliżuje Wasze działania?


