Nagła decyzja o zmianie życia w komorze celnej
Zawsze fascynowało mnie to jedno, krótkie zdanie: "A on wstał i poszedł za Nim". Bez negocjacji. Bez pytania o warunki kontraktu. Bez pakowania walizek. Powołanie Lewiego to jeden z najbardziej dynamicznych momentów w Ewangelii Marka, który burzy nasze wyobrażenie o procesie podejmowania decyzji. W mojej pracy z ludźmi często widzę paraliż analityczny – zastanawiamy się latami nad zmianą pracy, wyjściem z toksycznej relacji czy pójściem do spowiedzi. Lewi tego nie miał. Siedział w samym centrum swojego "sukcesu", który był jednocześnie jego przekleństwem.
Spójrzmy na kontekst. Lewi nie był biednym rybakiem. Jako celnik w Kafarnaum, leżącym na szlaku handlowym Via Maris, obracał potężnymi pieniędzmi. Był jednak kolaborantem. Dla Żydów celnicy byli rytualnie nieczyści, traktowani na równi z mordercami i złodziejami. Ich świadectwo nie liczyło się w sądzie. Lewi miał pieniądze, ale nie miał tożsamości ani wspólnoty. Jezus wchodzi w tę strefę "śmierci cywilnej" i jednym słowem "Pójdź" kasuje jego dotychczasowe życie. To nie jest tylko zaproszenie na spacer. To propozycja zmiany całego paradygmatu istnienia.
Często myślimy, że aby Bóg nas użył, musimy być "czyści", przygotowani i po trzech kursach teologicznych. Bzdura. Jezus bierze człowieka, który jest symbolem zdrady narodowej i religijnej, i robi z niego filar Kościoła. To pokazuje, że Kryterium doboru w Królestwie Bożym to nie kompetencje moralne, ale dyspozycyjność serca. Lewi zaryzykował wszystko. Gdyby mu nie wyszło z Jezusem, nie miał powrotu do komory celnej – Rzymianie nie zatrudniali z powrotem tych, którzy porzucili posterunek. To był bilet w jedną stronę.
Wielu z nas popełnia błąd, czekając na "idealny moment" na nawrócenie. Mówimy sobie: "jak tylko ogarnę ten projekt", "jak tylko wyjdę z długów", "jak przestanę grzeszyć". Historia Lewiego uczy nas, że kolejność jest odwrotna. Najpierw idziesz za Jezusem, a "ogarnianie" życia następuje w procesie. Decyzja wyprzedza zrozumienie. Jeśli czekasz, aż zrozumiesz wszystko, nigdy nie wstaniesz z własnej komory celnej.
Porównanie reakcji na powołanie
| Postać | Kontekst życiowy | Reakcja na wezwanie | Wynik |
|---|---|---|---|
| Lewi (Mateusz) | Bogactwo, wykluczenie społeczne, grzech publiczny | Natychmiastowe "wstał i poszedł" | Zostaje Apostołem i Ewangelistą |
| Bogaty Młodzieniec | Bogactwo, wysoki status moralny, pobożność | Smutek i odejście | Anonimowość i utrata szansy |
| Piotr i Andrzej | Ciężka praca fizyczna, prości rybacy | Porzucenie sieci | Fundament Kościoła |
| Judasz | Prawdopodobnie zelota, polityczne ambicje | Kalkulacja i rozczarowanie | Zdrada i śmierć |
Skandal wspólnego stołu i diagnoza duchowa
To, co dzieje się później w domu Lewiego, to absolutny skandal w oczach ówczesnej elity religijnej. Jezus nie tylko powołuje grzesznika, ale świętuje z nim przy jednym stole. W kulturze semickiej wspólny posiłek to nie jest networking czy lunch biznesowy. To akt przymierza. Jedząc z kimś, dzielisz z nim życie, bierzesz na siebie jego los. Faryzeusze, których nazwa oznacza "oddzieleni", budowali swoją tożsamość na separacji od tego, co nieczyste. Jezus robi coś odwrotnego – wchodzi w brud, żeby go oczyścić swoją obecnością.
Faryzeusze zadają pytanie, które do dziś brzmi w głowach wielu "porządnych" katolików: "Czemu wasz Nauczyciel je i pije z celnikami i grzesznikami?". To pytanie odsłania błąd w ich myśleniu o Bogu. Traktują świętość jak delikatną porcelanę, która zbruka się przy byle kontakcie. Tymczasem Świętość Jezusa jest agresywna i zaraźliwa. To nie brud grzeszników kala Jezusa, to świętość Jezusa oczyszcza grzeszników. To zmiana wektora, której nie rozumieli.
Odpowiedź Jezusa o lekarzu i chorych to mistrzowska krytyka ich logiki. "Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych, ale grzeszników". Tutaj kryje się pułapka, w którą sam często wpadam. Jeśli uważam się za "sprawiedliwego", za tego, który "nie potrzebuje lekarza", to tak naprawdę wykluczam się z zasięgu działania łaski. Jezus nie ma nic do zaoferowania ludziom, którzy uważają, że są samowystarczalni. To paradoks: aby być blisko Boga, musisz uznać swoją nędzę. Faryzeusze byli chorzy na pychę, ale ponieważ nie widzieli objawów, odrzucili Lekarza.
W praktyce duszpasterskiej i życiowej widzę to nagminnie. Ludzie, którzy mają "poukładane życie", często są najbardziej zamknięci na Ewangelię. Z kolei ci, których życie się posypało – przez rozwód, nałóg, bankructwo – są jak Lewi. Nie mają nic do stracenia, więc zyskują wszystko. Największym zagrożeniem dla Twojej duszy nie jest grzech, który widzisz i którego żałujesz, ale cnota, która wbija Cię w pychę. Lekarz przychodzi na oddział intensywnej terapii, a nie do salonu piękności.
- Uznanie swojej choroby to pierwszy krok do uzdrowienia.
- Separacja od "gorszych" to mechanizm obronny ego, nie Ewangelia.
- Jezus szuka relacji, a nie sterylnej czystości rytualnej.
- Wspólnota Kościoła to szpital polowy, a nie muzeum świętych.
Co ja mogę zrobić?
Czytając ten fragment, zastanawiam się nad moją własną "komorą celną". Co jest tym miejscem, w którym czuję się bezpiecznie finansowo lub emocjonalnie, ale co odcina mnie od żywej relacji z Bogiem i ludźmi? Może to moja praca, która zjada cały czas dla rodziny? Może to cynizm, którym oceniam Kościół, siedząc wygodnie w fotelu obserwatora?
Decyzja należy do Ciebie:
- Zidentyfikuj swoją komorę celną. Nazwij rzecz, która daje Ci fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
- Nie czekaj na "poczucie gotowości". Lewi wstał od razu. Zrób jeden konkretny krok w stronę Boga dzisiaj (spowiedź, modlitwa, jałmużna).
- Zaproś "nieodpowiednich" ludzi. Przełam schemat. Zjedz obiad z kimś, kogo unikasz lub kto jest "trudny".
- Zbadaj swoje serce. Czy nie patrzysz na innych z wyższością faryzeusza? Jeśli tak, to Ty potrzebujesz Lekarza bardziej niż oni.
A Wy co myślicie? Czy macie odwagę wstać od swojego "stolika z pieniędzmi", gdy On przechodzi obok?


