Milczenie faryzeuszy w obliczu dobra obnaża ich prawdziwe intencje
Kiedy patrzę na tę scenę w synagodze, nie widzę tylko religijnego sporu, ale brutalny test na człowieczeństwo, który wielu z nas oblewa każdego dnia. Jezus wchodzi do miejsca modlitwy, a tam, zamiast atmosfery skupienia, panuje atmosfera polowania. Faryzeusze nie przyszli się modlić. Przyszli „śledzić Go”. To greckie słowo paratereō oznacza wnikliwą, niemal szpiegowską obserwację. Zamiast szukać Boga, szukali haka na człowieka. To jest moment, w którym religia staje się narzędziem kontroli, a nie wyzwolenia.
Zauważam tu mechanizm, który znam z własnej pracy nad sobą i obserwacji struktur społecznych. Kiedy system — czy to korporacyjny, czy religijny — czuje się zagrożony, przestaje dbać o jednostkę. Człowiek z uschłą ręką jest dla faryzeuszy niewidzialny jako osoba cierpiąca. Jest tylko rekwizytem, przynętą w pułapce na Jezusa. W prawie żydowskim tamtego czasu (Miszna) leczenie w szabat było dozwolone tylko w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. Uschła ręka nie zabijała, więc według ich logiki: „może poczekać do jutra”. To logika biurokracji, która zabija ducha. Jezus, stawiając go na środku, zmusza ich do konfrontacji nie z przepisem, ale z żywym, cierpiącym człowiekiem.
To milczenie faryzeuszy na pytanie Jezusa: „Czy wolno w szabat czynić dobrze, czy źle czynić?” jest dla mnie najgłośniejszym momentem tej Ewangelii. To nie była cisza wynikająca z braku wiedzy. To była cisza kalkulacji. Wiedzieli, że każda odpowiedź ich pogrąży. Jeśli powiedzą „dobrze”, uznają rację Jezusa. Jeśli powiedzą „nie wolno”, wyjdą na nieludzkich sadystów. Wybrali milczenie, by ochronić swoje ego i pozycję. W moim doświadczeniu, to właśnie brak decyzji i unikanie jednoznacznego opowiedzenia się po stronie dobra jest największą chorobą naszych sumień. Nie zło czynione z pasją, ale obojętność maskowana „rozwagą”.
Porównując postawę Jezusa z postawą Jego oponentów, widzę trzy fundamentalne różnice w podejściu do prawa i człowieka:
| Aspekt | Podejście Faryzeuszy | Podejście Jezusa | Skutek dla człowieka |
|---|---|---|---|
| Cel prawa | Ochrona systemu i porządku | Ochrona i rozwój życia | Faryzeusz zniewala, Jezus uwalnia |
| Reakcja na ból | Obojętność i kalkulacja | Współczucie i działanie | Faryzeusz ignoruje, Jezus uzdrawia |
| Fundament etyczny | Bezpieczeństwo (status quo) | Ryzyko miłości | Faryzeusz zabija ducha, Jezus ożywia |
Błędem, który często popełniamy czytając ten tekst, jest myślenie, że faryzeusze byli „tymi złymi” z natury. Nie, oni byli strażnikami tożsamości narodowej. Wierzyli, że ścisłe przestrzeganie szabatu uratuje Izrael. Ich tragedia polegała na tym, że narzędzie (szabat) stało się ważniejsze niż cel (człowiek i Bóg). Jezus nie niszczy szabatu, On przywraca mu pierwotny sens: szabat jest dla życia.
Zatwardziałość serca to diagnoza medyczna Twojej duszy
Jezus reaguje emocjonalnie. Tekst mówi o „gniewie” i „smutku”. To rzadkie połączenie. Gniew (orgē) jest reakcją na niesprawiedliwość, smutek (syllypeō) na stan ich wnętrza. Użyte tu słowo na określenie ich stanu to porosis. W medycynie oznacza to kostnienie, twardnienie tkanki, która powinna być elastyczna, jak w przypadku sklerozy. Faryzeusze mieli „duchową miażdżycę”. Ich serca straciły zdolność czucia, reagowania, pompowania krwi. Stały się kamieniem.
W mojej praktyce strategicznej widzę to samo u ludzi, którzy przestali się rozwijać. Przywiązanie do starych metod, lęk przed nowym, cynizm maskujący brak nadziei – to wszystko objawy porosis. Człowiek z uschłą ręką jest obrazem bezradności (nie może pracować, nie może w pełni funkcjonować), ale to faryzeusze są prawdziwymi inwalidami w tej scenie. On ma chorą rękę, oni mają martwe sumienia. Rękę można uleczyć jednym słowem. Skamieniałego serca nie ruszy nawet cud.
Decyzja Jezusa, by działać mimo zagrożenia, uczy mnie jednej rzeczy: miłość musi kosztować. Jezus wiedział, że to uzdrowienie jest punktem zwrotnym. Werset 6 mówi jasno: faryzeusze poszli do herodian (swoich politycznych wrogów!), by planować zabójstwo Jezusa. To tak, jakby prawicowi ekstremiści sprzymierzyli się z komunistami, żeby zniszczyć kogoś, kto im obu zagraża. Dobro, które wyświadczył Jezus, podpisało na Niego wyrok śmierci. Prawdziwe przywództwo i prawdziwe chrześcijaństwo oznacza gotowość na przyjęcie ciosu za to, że zrobiło się to, co słuszne.
Często myślimy, że jeśli będziemy czynić dobro, wszyscy będą nam bić brawo. To naiwność. Kiedy naruszysz status quo, kiedy pokażesz, że „król jest nagi”, system zaatakuje. Jezus pokazuje, że warto. Bo stawką nie jest opinia publiczna, ale życie. Wyciągnięcie ręki przez chorego to akt posłuszeństwa i wiary. Musiał „wyciągnąć” swoją słabość na widok publiczny. Musiał zaryzykować. Bez tego ruchu z naszej strony – odsłonięcia tego, co w nas uschłe – Bóg nie ma dostępu do naszego uzdrowienia.
Co ja mogę zrobić?
- Zidentyfikuj swoją „uschłą rękę”. Nazwij obszar życia, w którym czujesz się bezradny, niesprawny lub zablokowany. Nie ukrywaj go, ale „stań na środku” w swojej modlitwie.
- Zbadaj swoje reakcje na sukcesy innych. Czy czujesz radość, czy może zazdrość i szukanie „haka”? Jeśli to drugie – to pierwszy objaw stwardnienia serca.
- Zaryzykuj dobro wbrew konwenansom. Zrób w tym tygodniu jedną rzecz, która wykracza poza schemat „poprawności”, a która realnie komuś pomoże, nawet jeśli narazisz się na krytykę otoczenia.
A Wy co myślicie – czy w Waszym życiu religijnym częściej szukacie bezpieczeństwa w przepisach, czy ryzyka w miłości?


