Dlaczego posłuszeństwo woli Bożej często prowadzi nas prosto w środek burzy?

Interpretacja 2 Wyświetleń Ok. 11 min czytania David · 9 stycznia 2026

Mk 6, 45-52

Zaraz też przymusił swoich uczniów, aby wsiedli do łodzi i popłynęli przed Nim na drugi brzeg do Betsaidy, zanim On odprawi tłum. A gdy ich pożegnał, odszedł na górę, aby się modlić. Kiedy nastał wieczór, łódź była na środku morza, a On sam na lądzie. I widząc ich trudzących się przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po morzu, i chciał ich wyminąć. Oni zaś, widząc Go kroczącego po morzu, myśleli, że to zjawa, i krzyknęli. Wszyscy Go bowiem widzieli i zatrwożyli się. Ale On zaraz przemówił do nich i rzekł im: „Miejcie ufność, Ja jestem, nie bójcie się”. I wszedł do nich do łodzi, a wiatr ustał. I byli w sobie do głębi zdumieni i podziwiali. Nie zrozumieli bowiem cudu z chlebami, gdyż ich serce było zaślepione.

Kiedy czytam dzisiejszą Ewangelię, od razu uderza mnie pewien dysonans. Większość z nas wierzy, że jeśli będziemy "dobrymi ludźmi" i będziemy słuchać Boga, nasze życie stanie się autostradą do sukcesu. Tymczasem Marek w swoim surowym stylu rozbija tę iluzję w drobny mak. Apostołowie nie znaleźli się w środku szalejącej burzy dlatego, że zgrzeszyli. Znaleźli się tam, ponieważ Jezus ich do tego przymusił (gr. anagkazo). To nie był przypadek, to była strategia. Jezus celowo wysyła swoich najbliższych współpracowników w sytuację graniczną, aby przepracować ich największą blokadę – niezdolność do łączenia faktów i brak pamięci serca.

W dzisiejszej analizie rozłożymy na czynniki pierwsze mechanizm strachu, który sprawia, że w samym Bogu widzimy zagrożenie ("zjawę"), oraz przyjrzymy się teologicznej koncepcji "przejścia obok", która zmienia perspektywę z egocentrycznej na teocentryczną. To nie jest tekst o pogodzie. To tekst o zarządzaniu własnym wnętrzem w momentach krytycznych.

Posłuszeństwo woli Bożej jako katalizator życiowych trudności

Wielu katolików, z którymi pracuję, operuje na nieświadomym schemacie transakcyjnym: "Ja daję Bogu modlitwę i wierność, a On daje mi święty spokój". To teologiczny błąd w założeniach. Zobaczmy na tekst: Jezus "zaraz przymusił swoich uczniów, żeby wsiedli do łodzi". Nie poprosił, nie zasugerował – użył przymusu. Wynik tej decyzji? Kilkugodzinna walka o życie z wiatrem przeciwnym. Z perspektywy ludzkiej logiki, posłuszeństwo doprowadziło ich do katastrofy. Moja obserwacja jest taka: największe kryzysy duchowe przychodzą często w momentach naszej największej wierności.

Weźmy n a przykład przedsiębiorcę, który postanowił prowadzić firmę w 100% uczciwie, zgodnie z etyką katolicką. Zamiast nagłego wzrostu przychodów, w pierwszym roku stracił dwa kluczowe kontrakty, bo nie chciał dać łapówki. Czuł się oszukany przez Boga. To jest właśnie ten moment "wiosłowania pod wiatr". Kontekst geograficzny Jeziora Galilejskiego jest tu kluczowy – to akwen położony w depresji, otoczony wzgórzami, co sprawia, że gwałtowne burze spadają tam nagle i bez ostrzeżenia. To nie jest anomalia, to cecha tego środowiska. Tak samo jak trudności są cechą środowiska, w którym dojrzewa wiara.

Często słyszę kontrargument: "Może jednak zrobili coś źle? Może mieli za małą wiarę?". Nie. Tekst wyraźnie mówi, że trudzili się przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny. Trud nie jest dowodem na brak błogosławieństwa. Jest często dowodem na to, że jesteś dokładnie tam, gdzie masz być. Wnioskiem praktycznym jest konieczność zmiany interpretacji oporu. Opór w życiu duchowym i zawodowym nie zawsze jest sygnałem "stop". Często jest sygnałem "rośniesz".

Spójrzmy na historię zbawienia. Izraelici zostali wyprowadzeni z Egiptu (posłuszeństwo Mojżeszowi) prosto nad brzeg Morza Czerwonego z armią faraona na plecach. Bóg celowo wprowadza nas w sytuacje bez wyjścia, abyśmy przestali polegać na własnych zasobach. To klasyczny schemat exodusowy. Gdyby uczniowie mieli silnik motorowy, nie potrzebowaliby Jezusa kroczącego po falach.

Musimy porównać trzy podejścia do trudności, aby zrozumieć specyfikę chrześcijańską:

PodejścieMechanizmRezultat
StoicyzmAkceptacja losu, "zaciśnięcie zębów", brak emocjiWewnętrzny spokój, ale brak relacji z Osobą
FatalizmBierność, "co ma być to będzie", rola ofiaryBierność, depresja, brak działania
Chrześcijańska NadziejaAktywne działanie (wiosłowanie) + oczekiwanie na interwencjęWzrost zaufania, pogłębienie relacji z Bogiem

Najczęstszym błędem, jaki popełniamy, jest rezygnacja w "czwartej straży nocnej" (czyli tuż nad ranem, między 3:00 a 6:00), tuż przed przyjściem rozwiązania. Wiosłujemy 8 godzin, nie widzimy efektu i puszczamy wiosła. Strategia Ewangelii mówi: wiosłuj do końca, nawet jeśli wydaje się to bez sensu. Jezus przychodzi w ostatnim możliwym momencie, nie wcześniej.

Iluzja zjawiska czyli jak strach zniekształca rzeczywistość

Kolejny punkt to moment, w którym uczniowie widzą Jezusa, ale go nie rozpoznają. "Myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć". Strach jest soczewką, która deformuje obraz rzeczywistości. To fascynujące z psychologicznego punktu widzenia: fizycznie widzieli Zbawiciela, ale ich umysł, zatruty lękiem i zmęczeniem, zinterpretował Go jako zagrożenie (gr. phantasma). To słowo oznaczało w ówczesnej kulturze ducha zmarłego lub zły omen zapowiadający śmierć.

W mojej pracy widzę to nieustannie. Ludzie boją się zmian, które w rzeczywistości są odpowiedzią na ich modlitwy. Ktoś modli się o lepszą pracę, a gdy zostaje zwolniony (co jest koniecznym krokiem do znalezienia nowej), wpada w panikę. Boże rozwiązanie często przychodzi w opakowaniu, które nas przeraża. Kontekst historyczny i kulturowy jest tu jasny: morze dla Żyda było siedliskiem demonów i chaosu. Kroczenie po morzu było domeną Boga (Hi 9,8), ale dla przerażonego rybaka wyglądało jak atak sił nieczystych.

Alternatywą dla tego stanu jest to, co nazywamy rozeznawaniem duchowym. Emocje są fatalnym doradcą w kryzysie. Strach mówi: "To koniec, zginiesz". Wiara mówi: "Sprawdzam, czy to nie Pan". Częstym błędem jest racjonalizowanie lęku zamiast jego konfrontacji. Próbujemy wytłumaczyć sobie, dlaczego "nie da się" czegoś zrobić, zamiast zapytać: "Czy to wyzwanie nie jest przypadkiem przychodzącym Jezusem?".

Przypomnijmy sobie Eliasza w jaskini. Bóg nie przyszedł w wichurze ani trzęsieniu ziemi (które budzą lęk), ale w łagodnym powiewie. Tutaj mamy odwrotność – Jezus przychodzi w samym centrum szalejącego żywiołu. Musimy nauczyć się rozpoznawać Boga w chaosie, a nie tylko w ciszy kaplicy.

Porównajmy to z popularnymi strategiami radzenia sobie z lękiem:

  • Ucieczka (Flight): Unikanie problemu, co tylko go potęguje.
  • Walka (Fight): Agresja wobec otoczenia, spalanie zasobów.
  • Zamrożenie (Freeze): Paraliż decyzyjny (reakcja uczniów).
  • Rozeznanie (Faith): Zatrzymanie interpretacji ("to zjawa") i nasłuchiwanie głosu ("Odwagi, to Ja jestem").

Praktyczny wniosek jest taki: kiedy następnym razem "krzykniesz ze strachu" na widok problemu, weź głęboki oddech i zadaj sobie pytanie: Czy to, czego się boję, nie jest przypadkiem szansą, o którą prosiłem, tylko w przerażającym przebraniu? Jezus natychmiast mówi do nich: "Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!". Kluczem jest słuchanie Jego Słowa ponad hukiem własnych myśli.

Teofania i chęć ominięcia – dlaczego Jezus chciał ich minąć

To jest najbardziej tajemniczy i często pomijany fragment tego tekstu: "chciał ich wyminąć" (gr. parelthein). Brzmi to okrutnie. Oni walczą o życie, a On chce sobie pospacerować dalej? Nic bardziej mylnego. To klucz teologiczny całej sceny. W Starym Testamencie czasownik "przechodzić" (Wj 33,19-23; 1 Krl 19,11) jest techniczny terminem oznaczającym Teofanię – objawienie się Chwały Bożej. Bóg "przeszedł" przed Mojżeszem, Bóg "przeszedł" przed Eliaszem.

Jezus nie chciał ich zignorować. On chciał im objawić swoją Boskość. Chciał, żeby zobaczyli w Nim kogoś więcej niż cudotwórcę od rozmnażania chleba. Chciał, żeby zobaczyli w Nim "JA JESTEM" – Pana żywiołów. To zmienia postać rzeczy. Często w naszych modlitwach chcemy tylko "ratunku" (żeby przestało wiać). Bóg natomiast chce nam dać "objawienie" (żebyśmy poznali, Kim On jest). Zatrzymujemy się na poziomie ulgi w cierpieniu, podczas gdy Bóg celuje w transformację naszej tożsamości poprzez poznanie Go.

Przykład z życia: Kiedy chorujemy, chcemy tylko wyzdrowieć. To naturalne. Ale wielu świętych (np. św. Ignacy Loyola) właśnie w chorobie "zobaczyło przechodzącego Boga" i zmieniło całe swoje życie. Gdyby Jezus tylko uciszył burzę z brzegu, byłby potężnym prorokiem. Idąc po wodzie i "chcąc ich wyminąć", pokazuje, że jest JHWH.

Problem polega na tym, że my redukujemy Boga do "pogotowia ratunkowego". To błąd deizmu (Bóg daleki) lub teizmu terapeutycznego (Bóg ma sprawiać, że czuję się dobrze). Katolicyzm to religia obecności, a nie tylko interwencji.

Oczekiwanie uczniówIntencja JezusaSkutek rozbieżności
Bezpieczeństwo fizyczneObjawienie Chwały BożejStrach i niezrozumienie
Uciszenie wiatruPokazanie panowania nad chaosemKrzyk zamiast adoracji
Obecność nauczycielaObecność Boga ("JA JESTEM")Zatwardziałość serca

Jaki z tego wniosek dla nas? Kiedy czujesz, że Bóg "cię mija" i nie reaguje na twoje wołanie tak, jak chcesz – otwórz oczy szerzej. On prawdopodobnie właśnie objawia Ci coś znacznie większego o Sobie i o Tobie, niż jesteś w stanie teraz pojąć. Nie próbuj "zatrzymać" Jezusa w ramach swoich oczekiwań. Pozwól Mu być Bogiem na Jego zasadach.

Zatwardziałość serca i krótka pamięć cudów

Marek kończy tę perykopę druzgocącym podsumowaniem: "byli bowiem ogromnie zdumieni w sobie. Nie zrozumieli bowiem sprawy z chlebami, gdyż ich serce było otępiałe" (lub zatwardziałe). To jest diagnoza naszej kondycji duchowej. Zaledwie kilka godzin wcześniej widzieli rozmnożenie chleba dla 5000 mężczyzn. To był gigantyczny cud. Ale w obliczu nowego zagrożenia (burzy), tamten cud przestał mieć znaczenie. Został "zarchiwizowany" jako historia, a nie jako fundament zaufania.

Decyzja o zaufaniu nie jest jednorazowa. Nasza pamięć emocjonalna jest krótka. Kiedy przychodzi nowy kryzys (faktura do zapłacenia, diagnoza lekarska, konflikt w rodzinie), resetujemy się do zera. Zachowujemy się tak, jakby Bóg nigdy wcześniej nam nie pomógł. To jest właśnie "zatwardziałość serca" – niezdolność do przenoszenia doświadczenia mocy Bożej z jednej sytuacji na drugą.

W Starym Testamencie Izraelici po przejściu przez Morze Czerwone (gigantyczny cud), chwilę później narzekali na brak wody i chcieli wracać do Egiptu. To ludzka natura. Walczymy z tym poprzez świadomą praktykę "anamnezy" – przypominania. Eucharystia jest "pamiątką". Codzienny rachunek sumienia (Examen) to narzędzie do leczenia tej amnezji.

Najczęstszy błąd: Traktowanie każdego problemu jako izolowanego zdarzenia. Rozwiązanie: Budowanie "portfolio wierności Boga". Zapisuj momenty, w których Bóg zadziałał. Kiedy przyjdzie burza, nie patrz na fale, patrz do swojego dziennika.

Czym różni się zatwardziałość od wątpliwości? Wątpliwość szuka odpowiedzi. Zatwardziałość jest zamknięta na fakty. Uczniowie mieli fakty (chleby), ale ich serca ich nie "trawiły". Nie integrowali tego doświadczenia. Strategia na dziś: połącz kropki. Jeśli Bóg nakarmił cię wczoraj (chleby), to nie pozwoli ci utonąć dzisiaj (jezioro). To ten sam Bóg.

Co ja mogę zrobić?

Teoria bez wdrożenia jest tylko intelektualną rozrywką. Oto Twoja strategia na ten tydzień:

  • Zrób audyt "wioseł": Zidentyfikuj jeden obszar, w którym "wiosłujesz pod wiatr" i masz ochotę się poddać. Czy jesteś tam z własnej woli, czy z posłuszeństwa obowiązkom stanu/Bogu? Jeśli to drugie – nie przestawaj wiosłować.
  • Nazwij swoje "zjawy": Wypisz na kartce 3 rzeczy, które budzą Twój lęk. Obok każdej napisz: "Jezu, jeśli to Ty przychodzisz w tym problemie, co chcesz mi pokazać?".
  • Ćwiczenie z pamięci: Przypomnij sobie jeden konkretny kryzys z przeszłości, z którego Bóg Cię wyprowadził. Kiedy dopadnie Cię stres, wracaj myślami do tego momentu jako dowodu, a nie tylko wspomnienia.

A Wy co myślicie – czy łatwiej Wam dostrzec Boga w "chlebie" (obfitości), czy w "burzy" (zagrożeniu) i dlaczego to drugie jest tak cholernie trudne?

FAQ - Najczęściej zadawane pytania

Jezus czekał do momentu krańcowego wyczerpania uczniów, aby ich ocalenie nie było przypisane ich własnym siłom, lecz wyłącznej interwencji Boga. To lekcja całkowitego zaufania.

Oznacza to duchową niezdolność do łączenia faktów i wyciągania wniosków z przeszłych doświadczeń mocy Bożej. Uczniowie widzieli cuda, ale nie przekładało się to na ich postawę w nowych trudnościach.

Sam lęk jest naturalną reakcją emocjonalną i nie jest grzechem. Problemem staje się, gdy lęk paraliżuje zaufanie i prowadzi do błędnej oceny rzeczywistości (widzenie "zjawy" zamiast Jezusa).

Użycie słowa "anagkazo" (przymusić) sugeruje, że Jezus chciał oddzielić uczniów od tłumu, który chciał obwołać Go królem politycznym (po cudzie rozmnożenia chleba), i wprowadzić ich w głębszą lekcję wiary na osobności.

"Zjawa" (iluzja lęku) prowadzi do paniki i beznadziei. Obecność Jezusa, nawet w trudnym doświadczeniu, przynosi ostatecznie pokój i słowo "Odwagi". Rozpoznanie wymaga modlitwy i pamięci o Jego wcześniejszych działaniach.
zatwardziałość sercateofaniazaufanie w kryzysierozeznawanie duchowemodlitwa w trudnościach

Interpretacje (1)

Podziel się swoją wiarą!

Dołącz do dyskusji i napisz własną interpretację.

Napisz własną interpretację →