Wiedza o Bogu to nie to samo co spotkanie z Nim
Historia Mędrców ze Wschodu obnaża jeden z najbardziej niebezpiecznych paradoksów życia duchowego. Mamy pogan, którzy pokonują tysiące kilometrów, kierując się jedynie mglistym znakiem na niebie, i mamy arcykapłanów w Jerozolimie, którzy mają dokładny adres Mesjasza zapisany w świętych księgach. Mimo to, ci drudzy nie robią nawet jednego kroku. To pokazuje, że aktywne poszukiwanie Boga jest ważniejsze niż posiadanie "suchych" informacji na Jego temat. Możesz znać katechizm na pamięć i być duchowo martwym, a możesz błądzić, szukać i ostatecznie trafić prosto do Betlejem.
To ostrzeżenie dla nas wszystkich, którzy "siedzimy" w Kościele od lat. Często popadamy w rutynę, w której wiemy, kiedy wstać i kiedy uklęknąć, ale nasze serce przestało wędrować. Mędrcy uczą nas, że wiara to czasownik. To ruch. To gotowość do zmiany planów, spakowania się i wyruszenia w nieznane tylko dlatego, że zobaczyliśmy znak.
Syndrom Heroda - Strach przed utratą kontroli
Reakcja Heroda na wieść o narodzinach "Króla Żydowskiego" jest szczera. On się boi. I ten strach jest całkowicie zrozumumiały, bo jeśli Jezus jest Królem, to znaczy, że Herod nim nie jest. To moment, w którym musimy spojrzeć w lustro. Każdy z nas ma w sobie małego Heroda, który wpada w panikę, gdy Bóg próbuje przejąć stery w naszym życiu.
Boimy się, że:
- Bóg zabierze nam nasz wolny czas (modlitwa),
- Bóg upomni się o nasze finanse (jałmużna),
- Bóg zmieni nasze plany życiowe (powołanie).
Herod konsultuje się, udaje zainteresowanie, ale w rzeczywistości chce wyeliminować konkurencję. My robimy to subtelniej – zagłuszamy sumienie, racjonalizujemy grzechy i trzymamy Jezusa w bezpiecznej odległości, w żłóbku, gdzie jest "słodki i niegroźny", zamiast uznać Go za Pana swojego życia.
Ekonomia darów, czyli złoto, kadzidło i mirra
Kiedy Mędrcy w końcu docierają do celu, nie wręczają Jezusowi "praktycznych" prezentów dla dziecka. Dają mu to, co najcenniejsze, definiując tym samym, kim On jest. To lekcja dla nas o tym, jak wygląda prawdziwa adoracja. Nie chodzi o to, by dać Bogu to, co nam zbywa, ale to, co nas kosztuje.
W perspektywie nauczania Kościoła, te dary mają głęboką symbolikę, którą możemy przełożyć na naszą codzienność:
- Złoto – uznanie królewskiej władzy Jezusa. Dziś oznacza to oddanie Mu naszych sukcesów, pieniędzy i ambicji.
- Kadzidło – uznanie Jego bóstwa. To symbol naszej modlitwy i czasu poświęconego wyłącznie na bycie z Nim.
- Mirra – zapowiedź męki i człowieczeństwa. To oddanie Bogu naszego cierpienia, trudów i wszystkiego, co w nas śmiertelne i bolesne.
Ewangelia kończy się znaczącym szczegółem: Mędrcy wracają do ojczyzny "inną drogą". To jedyny logiczny skutek spotkania z żywym Bogiem. Nie da się wrócić do starych schematów, gdy naprawdę zobaczyło się Światłość. Jeśli po niedzielnej Mszy wracasz do domu dokładnie taki sam, jak z niego wyszedłeś, to prawdopodobnie spotkałeś tylko arcykapłanów, a nie Dziecię.
Co ja mogę zrobić?
Nie bądź jak jerozolimscy uczeni w Piśmie, którzy tylko wskazują drogę innym. W to święto zrób coś, co wymaga wysiłku. Zamiast tylko "zaliczyć" Mszę, przygotuj się do niej wcześniej. Przynieś swój konkretny dar – może to być postanowienie walki z konkretną wadą (mirra) lub ofiara finansowa na dobry cel, która realnie uszczupli Twój budżet (złoto). Rusz się z kanapy duchowego komfortu.
A Wy co myślicie, co jest dzisiaj Waszym "złotem", które najtrudniej jest Wam oddać Bogu?


