Jezus wypowiada zdanie, które jest jak zapalnik: „Ojciec mój aż dotąd działa, i Ja działam”. W jednej chwili debata o prawie zamienia się w proces o bluźnierstwo. To, co zaraz przeczytasz, to nie jest zawiła teologia. To jest odsłonięcie silnika napędowego wszechświata i pokazanie ci, jak możesz podłączyć do niego swoje życie, zamiast polegać wyłącznie na własnym, ograniczonym zasilaniu.
Objawienie Boga, który działa i nieustannie zmienia zasady gry
Teza jest następująca: największym wstrząsem dla słuchaczy Jezusa nie było uzdrowienie w szabat, ale Jego twierdzenie, że Bóg nieustannie „działa”, a On, Syn, uczestniczy w tym działaniu. To burzyło obraz Boga, który raz stworzył świat, nadał prawa, a teraz głównie odpoczywa i czeka na sąd ostateczny. Jezus objawia Boga dynamicznego, aktywnego i obecnego, który w każdej sekundzie podtrzymuje istnienie i prowadzi historię do celu. Nasze życie zyskuje sens nie przez przestrzeganie statycznych reguł, ale przez włączenie się w ten Boży nurt działania.
Spotykam to w swojej pracy cały czas. Ludzie przychodzą z poczuciem, że ich życie duchowe to lista zadań do odhaczenia: modlitwa, msza, post. To przypomina pracę w fabryce, gdzie wykonujesz swoje czynności, odbijasz kartę i masz nadzieję na wypłatę w postaci zbawienia. To jest myślenie faryzeuszy. A potem ktoś odkrywa, że może współpracować z Bogiem w swojej codzienności – w pracy, w wychowaniu dzieci, w twórczości. Jego praca przestaje być tylko sposobem na zarobek, a staje się uczestnictwem w dziele stwarzania. To jest rewolucja, o której mówi Jezus.
Kontekst historyczny jest tu kluczowy. Faryzeusze, opierając się na Księdze Rodzaju, postrzegali Boży odpoczynek w szabat jako model absolutnej bierności. Jednak istniała też w judaizmie myśl, że Bóg nie może przestać działać, bo inaczej świat by się zapadł. Jego „odpoczynek” polegał na zaprzestaniu stwarzania ex nihilo (z niczego), ale nie na podtrzymywaniu istnienia. Jezus bierze tę ideę i wynosi ją na zupełnie nowy poziom, mówiąc: „Ja robię dokładnie to samo. Moje uzdrowienie nie jest złamaniem odpoczynku, jest kontynuacją stwórczego dzieła Ojca”. Tym samym stawia siebie na równi z Nim.
Można by argumentować, że takie podejście dewaluuje potrzebę odpoczynku i prowadzi do aktywizmu. Jeśli Bóg ciągle pracuje, to może i ja powinienem? To jest subtelne, ale istotne nieporozumienie. Jezus nie mówi, że mamy być w ciągłym, nerwowym ruchu. On pokazuje, że istnieje różnica między naszym niespokojnym wysiłkiem a Jego życiodajnym działaniem. Prawdziwy odpoczynek, szabat, to nie bierność, ale zaprzestanie własnych, lękowych prób zabezpieczenia sobie życia i wejście w Jego rytm. To zaufanie, że On działa, i pozwolenie, by Jego działanie przepływało przez nas.
Praktyczny wniosek jest taki, że musimy zmienić nasze podstawowe pytanie. Zamiast pytać: „Co ja mam dzisiaj zrobić dla Boga?”, zacznijmy pytać: „Co Bóg dzisiaj robi w moim świecie, w mojej rodzinie, w mojej firmie i jak ja mogę w tym pomóc?”. To jest zmiana z mentalności wykonawcy na mentalność partnera. Wymaga to uważności, rozeznawania i gotowości do porzucenia własnych planów na rzecz Jego inicjatywy. Historia rozwiązania, którą podaje Jezus, jest prosta: „Syn nie może niczego czynić sam od siebie, tylko to, co widzi, że Ojciec czyni”. To nie jest dowód na słabość Syna, ale na Jego doskonałą komunię z Ojcem. On jest tak zjednoczony z Ojcem, że Jego działanie jest idealnym odzwierciedleniem działania Ojca.
Porównajmy to z trzema innymi modelami życia duchowego:
- Model legalistyczny: Skupiony na precyzyjnym wypełnianiu przepisów, by zasłużyć na Bożą przychylność. Bóg jest tu sędzią i księgowym.
- Model deistyczny: Bóg stworzył świat, ale teraz się nie wtrąca. Jesteśmy zdani na siebie, a religia to zbiór dobrych zasad moralnych.
- Model magiczny: Próbujemy poprzez rytuały i modlitwy „zmusić” Boga do działania zgodnie z naszą wolą. On jest tu siłą, którą trzeba umieć obsłużyć.
Jezus proponuje model relacyjny i partycypacyjny. Bóg działa, a my jesteśmy zaproszeni do tego działania. Najczęstszym błędem jest myślenie, że musimy czekać na jakieś spektakularne znaki, by wiedzieć, co „czyni Ojciec”. A On działa w zwyczajności: w potrzebach drugiego człowieka, w naszych talentach, w wezwaniu do przebaczenia, w obowiązku, który mamy wykonać jak najlepiej. Tam Go widać, tam można się do Niego przyłączyć.
Co ja mogę zrobić?
Przenieś punkt ciężkości z własnego wysiłku na współpracę z Bogiem, który już działa. To proces, który zaczyna się od małych kroków:
- Zacznij dzień od pytania: Zamiast listy zadań, zacznij modlitwę od pytania: „Panie, gdzie dzisiaj chcesz działać przeze mnie? Na co mam być uważny?”.
- Przeanalizuj swoją pracę: Czy widzisz w swojej pracy tylko źródło dochodu, czy też dostrzegasz, jak możesz przez nią służyć życiu, prawdzie, dobru? Jak możesz być w niej partnerem Stwórcy?
- Szukaj Jego działania w innych: Zauważaj dobro, które dzieje się wokół ciebie przez innych ludzi. Dziękuj za nie. To uczy dostrzegać Jego ciche, ale stałe działanie w świecie.
- Odpoczywaj w Nim: Ucz się takiego odpoczynku, który nie jest ucieczką od świata, ale zaufaniem, że On podtrzymuje wszystko w istnieniu, nawet gdy śpisz. Pozwól Mu działać, kiedy ty odpoczywasz.
A Wy co myślicie? Jak najczęściej mylimy nasze własne działanie z działaniem Boga?


